.

.

poniedziałek, 7 października 2013

Rozdział 5

- Jestem ! - odezwałam się, ale nikt mi nie odpowiedział. Po chwili udałam się do pokoju Caroline.- O Boże !- krzyknęłam. - Co ty wyprawiasz ?!- złapałam się za głowę.
- Się puka !
- No właśnie widzę !
Zobaczyłam ją tam półnagą z mężczyzną, na którym siedziała okrakiem i jak na moje oko, to miał może 43 lata.
- Co to ma być?! Ubieraj się ! A ty...- wskazałam na mężczyznę.- Wypieprzaj mi stąd !- On posłusznie wstał, zabrał swoje rzeczy i wyszedł, a Caroline zaczęła się ubierać.- Czekam na wyjaśnienia..
- Jakie wyjaśnienia ?! To moje życie i mogę robić z nim co chcę...
- Ale tym razem to chyba przegięłaś ! - wrzasnęłam 
- Serio ? Mam gdzieś to co do mnie mówisz...Idę spać! Cześć.- powiedziała bez żadnych emocji i tak po
prostu wypchnęła mnie za drzwi.
To już jest bezczelne...Może muszę z nią pogadać na spokojnie...Ale nie chcę teraz o tym myśleć.
Wzięłam długą odprężającą kąpiel i położyłam się do łóżka, jednak nie mogłam zasnąć. Przewracałam się z jednego boku na drugi. Dopiero po 3 nad zmorzył mnie sen.

* * * 
Obudziłam się przed 7. Zeszłam na dół do kuchni i zobaczyłam kartkę na stole :
"Wyszłam ( nie do szkoły ), nie wiem kiedy, a raczej o której wrócę.
+
 NIE DZWOŃ, NIE PISZ, NIE SZUKAJ !"

-No super i nie wiem, gdzie jest...- burknęłam pod nosem i poszłam do łazienki.
Wykonałam wszystkie poranne czynności i zaczęłam sobie robić śniadanie.
Nim się spostrzegłam było przed 10. Sprzątanie przerwał dzwonek do drzwi.
Otworzyłam i nie wiedziałam co mam powiedzieć.
- Czego tu chcesz ? - zapytałam ze zdziwieniem w głosie
- Tak się wita przyjaciół ?!
- Przyjaciół ?!
- No przecież obiecaliśmy sobie przyjaźń.
- Cris po rozstaniu chyba każdy obiecuje sobie przyjaźń.- parsknęłam śmiechem
- Byliśmy parą przez 3 latai było nam ze sobą dobrze, a poza tym, to ja chcę być kimś ważnym dla ciebie.
- Zostawiłeś mnie dla innej...Jak jej tam ?! A z resztą nie ważne..I nie jesteś mi teraz wcale potrzebny...Radzę sobie...
- Już po twoich zaczerwienionych oczach widać, że sobie nie radzisz...Chciałem do ciebie przyjechać już wcześniej, ale nie mogłem cię nigdzie znaleźć. Nie dawno też dowiedziałem się, że twoi rodzice nie żyją i dopiero wtedy wpadłem na pomysł, żeby cię znaleźć i w jakiś sposób ci pomóc.
- Byłbyś ostatnią osobą, którą prosiłabym o pomoc...
- Przestań ! Nie oszukujmy się...Dobrze wiem, że potrzebujesz pomocy i nie radzisz sobie ze swoją siostrą. Ma trudny charakterek w sumie tak, jak ty. To jak wpuścisz mnie do środka ?
- Wchodź.- przepuściłam go.- Tak się teraz zastanawiam co ja w ogóle w tobie widziałam...- wskazałam mu na salon, a on rozwalił się na kanapie.
- Hmmm może boskie ciało, piękne oczy i....
- Dobra dobra zamknij się...Idiota...
- Strasznie się zmieniłaś...
- Może czas dorosnąć ?!
- Ej !- pociągnął mnie na swoje kolana.- Nie taką Inez pamiętam...Co jest ?!- spojrzał prosto w moje oczy, a ja po prostu wymiękłam. W sumie nigdy nie mogłam oprzeć się jego spojrzeniu. Moje ciało przeszył ciepły dreszcz i wszystkie wspomnienia związane z nim wróciły. On dobrze wiedział, jak na mnie działa i często to wykorzystywał.- To jak ?!
- Ja..ja ...- zaczęłam się jąkać, a mój głos stał się delikatniejszy.- Dobra przyznaję się...Nie radzę sobie...Nie mogę ogarnąć Caro. Zupełnie nie rozumiem jej zachowania.
- To normalne.- wzruszył ramionami.- Jest w takim wieku.( jakby miał być ojcem moich dzieci, to chyba bym go za to rozszarpała ) 
- Że co ?! Chyba cię coś boli...- wstałam i usiadłam naprzeciwko.- Nie każdy bierze, jest wyrzucany ze szkoły i robi różne inne głupoty, o których nawet nie chcę sobie przypomnieć...Podkreślam : ma TYLKO 16 lat...
- Musi odreagować.
- Może w inny sposób !
- Z resztą widzę, że ty też musisz.- pociągnął mnie za rękę do wyjścia.
- Ale zaraz ! Buty, kurtka !- zatrzymałam go w drzwiach.
- Szybko !
- No już...- chwyciłam klucze od domu i wybiegłam w stronę jego samochodu.- To gdzie jedziemy ?
- Zobaczysz...

* * * 

- Plaża ?!- zapytałam.- To takie...takie nudne ?!
- Niby czemu ? Ja tam lubię plaże, a że w Madrycie jej nie ma, to każdą wolną chwilę gdy jestem w Barcelonie spędzam tu. Mogę się wyciszyć i wszystko przemyśleć. Wiesz szum wody i te sprawy. Ty też powinnaś spróbować.
- Tsa w gronie twoich fanek i nie tylko. Coś już o tym wiem...Dzięki nie skorzystam...
- Dlatego pójdziemy tam, gdzie jest mniej ludzi.
- No dobra...
Po dłuższym czasie doszliśmy do jego celu.
- I jak ? Fajnie no nie ?- zaczął
- No tak w miarę.- na mojej twarzy pojawił się grymas. Plaża, jak plaża na mnie nie zrobiła wrażenia.
- Marudzisz...Siadaj ! - położył swoją kurtkę na piachu, usiadł i poklepał miejsce obok.- No, a teraz dziewczynko przemyśl to wszystko, co się niedawno wydarzyło.
- Szczerze ?
- Tylko.- znów zatopiłam się w jego tęczówkach.
- Nie chce mi się...
- Skup się ! - ujął moją głowę i popukał mnie w czoło.- A teraz ? Co ta mała główka sobie myśli ?!
- Że jesteś dziwny i drażnisz...
- Ja tu próbuję swoich mocy pedagogicznych, staram się jak tylko mogę, ale widzę, że z takim pacjentem to chyba nic nie zdziałam...- zrobił smutną minkę
Jedyne czego chciałam to wrócić do domu...
- Oj dobra...Myślę, że ....myślę że...- ton mojego głosu zmieniłam na uwodzicielski, a jego twarz zaczęła się zbliżać do mojej.- Myślę, że jest zimno i czas wracać.- dokończyłam szybko i wstałam.
- Ale no nie dawno przyjechaliśmy, no weź.- pociągnął mnie tak, że wylądowałam na nim.
- Fajnie by było, gdybyś mnie puścił.- podparłam się na łokciach.
- Nie skorzystam.- zaczął się śmiać i mnie łaskotać.
- Przestań ! - krzyczałam przez śmiech.- Proszę no ! Criiiiiiissss ! - zaczęłam głośno piszczeć, a garstka ludzi, którzy tam byli dziwnie się na nas patrzyli.
- No dobra. Już.- pomógł mi wstać.
- Współczuję dla Juniorka, że ma tak głupkowatego tatusia.- pacnęłam go w tył głowy.
- O wypraszam sobie.- założył ręce na biodra.- Jestem bardzo dobrym ojcem i koniec...
- Tak zobaczymy...
- Dobra wracamy, denerwujesz mnie...Ale najpierw...
- Co ?- wiedziałam już, że coś knuje i nie skończy się to dobrze dla mnie.
- Najpierw wrzucę cię do wody ! - krzyknął przez śmiech i zaczął mnie gonić.
Biegłam najszybciej jak tylko mogłam. Już prawie mnie dogonił. Na moje szczęście złapał go jakiś fan prosząc o autograf. Obróciłam się w jego stronę, parsknęłam głośnym śmiechem i dobiegłam do samochodu.
Po chwili doszedł do mnie i odjechaliśmy.

* * * 
- Następnym razem będziesz w wodzie, zobaczysz! - zaczął, gdy byliśmy pod domem i objął mnie w pasie.
- To jakiś następny będzie ?
- Będzie.- uśmiechnął się uwodzicielsko.- I to nie jeden.- szepnął mi do ucha. Jego głos przyprawił mnie o ciarki na ciele. Wyrwałam się z jego uścisku i weszłam do domu.
- Będę się już zbierał.
- No nareszcie.- uśmiechnęłam się
- Ej ! Nie ciesz cię.- przyciągnął mnie do siebie.- Niedługo się zobaczymy.
- A może ja nie chce cię znów spotykać ?
- Chcesz.- powiedział szybko i wpił się zachłannie w moje usta. Zabrakło mi tchu, a moje nogi mimowolnie
się ugięły. Nie miałam siły, by mu się oprzeć. Po pewnym czasie oderwał się ode mnie, a ja nadal byłam oszołomiona tym, co zaszło przed chwilą. - To do zobaczenia, cześć. - tak po prostu wyszedł.

_________________________________________________________________________________

Jest kolejny :>
Dużo dłuższy niż poprzednie :) 
Mi osobiście ten rozdział się podoba, ale czekam na Wasze opinie ;)
Buziaki ;*

sobota, 5 października 2013

Rozdział 4

- Będę się już zbierać. - oznajmiłam i spojrzałam na zegarek, było grubo po 20
- No dobrze, ale poczekaj ktoś cię odwiezie. - odparła Patricia
- Nie, nie trzeba, zamówię taksówkę.
- Sam bym cię odwiózł, ale mój samochód jest w naprawie, więc...- chwilę się zastanowił.- Zadzwonię do swojego kolegi. Poczekaj chwilę.- wziął telefon i wyszedł na korytarz.- Zaraz tu będą- uśmiechnął się
- Czyli kto ? - zapytałam
- Alexis
- Ja pójdę już do dzieci.- oznajmiła- Mam nadzieję, że niedługo się spotkamy.
- Oczywiście.- odparłam, a ona wyszła z salonu
Ja i David siedzieliśmy w salonie jeszcze jakieś pół godziny.
- Może wypadło mu coś ważnego i nie może przyjechać.- zaczęłam
- Ta mu coś wypadło...chyba mózg...- przewrócił oczami.- Zawsze jak coś trzeba, ma jakąś wymówkę, jak dzwoniłem to stwierdził, że może i ma czas, ale widocznie ma go tyle, że mu się nie śpieszy...
- Oj mogłam przecież jechać taksówką, nic by się nie stało. A tak to tylko kłopot.
- Żaden kłopot. - w pomieszczeniu pojawił się Sanchez
- Ta dłużej nie mogłeś ?- zapytał Villa
- Sorry no, po drodze zgarnąłem Tello, co mam sam jeździć, to wezmę go, a że trochę się u niego zasiedziałem....
- Dobra, nie ważne...- przerwał mu.- To jest Inez .- wskazał na mnie- Odwieziesz ją do domu ?
- Mmm...No jasne, chodź.
- Dobra to jedź już, mam nadzieję, że niczym głupim się od niego nie zarazisz. - przytulił mnie na pożegnanie
- Ja sobie wypraszam....ranisz człowieku, wcale głupi nie jestem, po prostu myślę w inny sposób..- udał obrażonego
- Dobra David weź, bo ja nigdy do domu nie wrócę...Cześć, jeszcze raz dzięki. - pocałowałam go w policzek i wyszłam, a za mną Chile
- Chcesz siedzieć z przodu, czy z tyłu ? - zapytał
- Serio mi to bez różnicy, chce tylko dotrzeć do domu...
- To chodź do przodu, Cristian wypad na tył ! - krzyknął
- Boże, znowu ja...
- Nie marudź. Jedziemy ! - usadowiłam się wygodnie w fotelu
- No na reszcie.
- Co ci się tak śpieszy ? Aaaa sorry, bo widzę, że Tello się dziwnie na mnie patrzy...Nie przedstawiłem was sobie : Tello - Inez, Inez - Tello
Odwróciłam się w jego stronę, a on kiwnął głową. Był...hmm...nieziemski, boski ?! Brak mi określeń...ale dobra nie ważne..
- Emm, Inez tu jestem. - z zamyśleń wyrwał mnie Alexis...Boże on ciągle coś gada...
- Ta fajnie.
- Wracając do mojego pytania, to co ci się tak śpieszy do tego domu co ?
- Aż strach pomyśleć co się w nim może stać, gdy zostaje tam moja siostra...
- O masz siostrę !
- Tak i co w tym takiego ?!- podniosłam jedną brew do góry.
- No nic, a ile ma lat ?
- Stanowczo za młoda.- w jednej chwili posmutniał, a z tyłu odezwał się Cristian
- Wiek to tylko liczba..
- Popieram !
- Ty kieruj, a nie się mądrzysz.- pacnęłam go w czoło.- Nie dla każdego wiek to tylko liczba.
- Hmm ??
- Pomyśl, chciałbyś mieć teraz 72-letnią dziewczynę ?
- Wiesz może była by fajna, ale trochę za...
- No właśnie.- przerwałam mu.- Ale trochę za stara no nie ?!
- Dokładnie
- Dobra, to tutaj.- oznajmiłam, a Chile zatrzymał samochód
- Masz bardzo ładny dom.
- Dzięki, pójdę już.- chciałam otworzyć sobie drzwi, ale mnie uprzedził
- Proszę bardzo. - uśmiechnął się uwodzicielsko
- Dzięki i dziękuję, że mnie odwiozłeś.- pocałowałam go w policzek
- Uuaa, żaden problem.
- Cześć !
- Do zobaczenia- odparli, a ja weszłam do domu.
- Niezła jest.- podsumował Sanchez
- Ta ma coś w sobie.- przyznał Tello
- No nie żartuj... gapiłeś się w nią, jak w obrazek...
- Nieważne..

_________________________________________________________________________________

I kolejny rozdział :) Taki krótki, ale mało czasu mam :/
Liczę na Wasze szczere opinie :)
Buziaki ;*

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Rozdział 3

Obudziłam się w nieznanym mi miejscu...dotknęłam ręką swojej twarzy i syknęłam z bólu.
No tak miałam spuchnięty policzek i lekkie rozcięcie.
Podeszłam do lusterka....i przeraził mnie mój wygląd...ale to nie jest teraz ważne...
Odwróciłam się i na stoliku obok łóżka zobaczyłam małą kartkę, na której coś było napisane :
" Mam nadzieję, że już lepiej się czujesz. Na dole w kuchni powinna być moja żona.
Czuj się jak u siebie ;)
                                        David Villa "
Jego podpis przypominał bardziej autograf..hmmm  David, David...
No tak Villa mój idol...Dziwnie jest poznać kogoś takiego w takich okolicznościach, ale cieszę się, że mi pomógł...Nie każdy by tak postąpił...Nie każdy przyjąłby zupełnie obcą osobę pod swój dach...Nie wiem jak mu się za to odwdzięczę...
Postanowiłam zejść na dół do jego żony. Ręką przeczesałam włosy i starłam resztki makijażu.
Wyszłam na korytarz i udałam się schodami w dół. Z kuchni rozchodziły się cudowne zapachy...no tak...było grubo po 14...Podeszłam do drzwi pomieszczenia i podskoczyłam ze strachu
-Ooo! Przepraszam...Nie chciałam cię przestraszyć...Nie pomyślałam, że już  wstałaś..- zaczęła kobieta- Jestem Particia, żona Davida Villi- uśmiechnęła się i wyciągnęła rękę w moją stronę
- Eemmm..Miło mi, Ines Rodriguez - odwzajemniłam gest
- Chcesz może się odświeżyć, czy coś ??
- Nie, nie dziękuję..pojadę już do domu...i tak już państwo dla mnie zrobiliście...
- Oj przestań. Łazienka jest na końcu korytarza po prawej, idź tam- wskazała na drzwi- Później zjesz z nami obiad.
- Nie, na prawdę nie mogę...
- Aaa i David kazał ci przekazać, żebyś poczekała, aż wróci z treningu.
- Ehhh, no dobrze...

***

Wyszłam z łazienki. W domu już był jego gospodarz. Dało się słyszeć radosne śmiechy dzieci.
- Cześć, jak się czujesz ??- zaczął , gdy tylko mnie zobaczył
- Już jest lepiej - posłałam mu lekki uśmiech
- Wybacz, David jestem- wyciągnął dłoń w moim kierunku

- Ines- odwzajemniłam
- Ale dalej leci ci krew z policzka...-na jego twarzy pojawił się lekki grymas
- To nic takiego
- Poczekaj opatrzę ci tą ranę...zaraz wrócę- udał się do kuchni, a po chwili wrócił do salonu z apteczką- Chodź , usiądź obok mnie- zrobiłam to co nakazał i zajął się opatrywaniem mojej rany
- Dziękuję- odparłam, gdy już zakończył czynność i posłałam mu szczery uśmiech
- Aaaa Ines...- zaczął niepewnie
- Tak ??
- Nie chcę być wścibski, czy coś, ale czy mógłbym wiedzieć, co się wczoraj stało ??- i tu zaczęło się opowiadanie całej wczorajszej historii...David uważnie słuchał tego co mówię, po chwili dołączyła do nas Patricia
- Ja nie wiem, jak taka osoba może gdziekolwiek pracować z innymi ludźmi...-zaczęła.- Jak dla mnie to jest chore...
- No, ale co zrobisz mają swoje firmy i myślą, że mogą wszystko...Cieszę się, że nic ci się nie stało...- objął mnie ramieniem...
- Wiesz chcę ci podziękować za wczoraj...Gdyby nie ty nie wiem, co by tam się ze mną działo...Tak wiele dla mnie zrobiliście..Ktoś inny pewnie przeszedłby obok mnie obojętnie...Nie wiem, jak ci się za to odwdzięczę...- spuściłam wzrok
- Hmmm- udał zamyślenie- Nie musisz....A zjesz z nami obiad ??- już chciałam odmówić, ale usłyszałam "proszę" i Villa zrobił słodką minkę.
- I jak tu odmówić ?! - roześmiałam się
- Tato chodź już- do salonu weszła mała dziewczynka 
- Chwila skarbie- wziął ją na ręce i ucałował- Ines to moje dzieci : najstarsza Zayda, młodsza Ollaya i mój syn Luca- wskazał na drugą dziewczynkę, po czym odstawił na ziemię pierwszą i podszedł do łóżeczka, gdzie spał mały Luca
- Jest przesłodki ! - powiedziałam, gdy tylko go zobaczyłam 
***
Po obiedzie znów udaliśmy się do salonu...
- Właściwie to skąd jesteś Ines ??Powiedz nam coś o sobie.-zaczęła kobieta
- A więc...Wcześniej mieszkałam w Aragonii, w Saragossie...Później przeprowadziłam się do Portugalii i tam zaczęłam swoją naukę. Poznałam tam też kogoś, ale o tym to może kiedy indziej- posmutniałam- Gdy dowiedziałam się, że rodzice zginęli w wypadku, rzuciłam szkołę i wróciłam, żeby zaopiekować się swoją młodszą siostra Caroline....Przeprowadziłyśmy się tu- do Barcelony...Myślałam, że to jakoś pomoże, zmieni relacje między nami, ale jak na razie jest tylko gorzej...Coraz bardziej oddalamy się od siebie...Wszystko staję się trudniejsze...Już sama nie wiem, co mam robić...- ciszę podczas, której mnie słuchali, przerwał mój płacz. Oboje od razu zareagowali. Siedli po obu moich stronach i objęli mnie.
- Nie płacz...- odezwał się- Wszystko się ułoży- otarł łzy z moich policzków- Możesz na nas liczyć, pomożemy ci- posłał mi szczery uśmiech
- Dziękuję wam...za wszystko- spuściłam wzrok- Przyjęliście zupełnie obcą mnie pod swój dach...I traktujecie jak starego przyjaciela
- Jesteś wyjątkowa- odparł
- To prawda...- kontynuowała Patricia- Zobacz, jaka jesteś silna...ile już przeżyłaś i się nie poddajesz- mocno mnie przytuliła- Napotykasz dalsze trudności, ale dalej masz chęć walki.
- Dziękuję..- odparłam, a na mojej twarzy pojawił się uśmiech....

_________________________________________________________________________________

To mamy kolejny :D taki nijaki, ale chciałam coś dodać ;) Liczę na Wasze szczere opinie. Dziękuję za ponad 700 wyświetleń.
Życzę miłego czytania ! ;)
Buziaki :*



wtorek, 13 sierpnia 2013

Rozdział 2

* Tydzień później*

Wyjątkowo dziś nie obudziły mnie promienie słoneczne. Padał deszcz...było mokro, pochmurnie, pogoda była okropna. Nie miałam na nic ochoty, ale dostałam ofertę pracy w firmie, która projektuje domy. Muszę tam iść...
Dziwnie się czuje...jakby dziś miało stać się coś złego...nawet pogoda jest, jak z jakiegoś koszmaru..
"Dość, co za głupoty! "- pomyślałam i poszłam się ubrać.
Było po 8, więc nie było już Caro. Jak twierdzi : " Chodzę do szkoły..." Jednak nie bardzo chce mi się w to wierzyć, może siedzi gdzieś na mieście i tyle..no, ale zobaczymy, jak będzie dalej...
Poszłam do sklepu, żeby kupić coś na obiad. Wróciłam może po jakiejś godzinie...miałam mnóstwo czasu, więc zaczęłam sprzątać...

***
Wzięłam kąpiel, wybrałam odpowiedni strój, ułożyłam włosy i zrobiłam lekki makijaż..
Dochodziła 18, czas już wychodzić.
- Carol wychodzę ! - krzyknęłam z dołu
- Ta fajnie..
Wzięłam klucze od domu i wyszłam, gdzie czekała już na mnie taksówka.
Podałam adres biura i czekałam, aż dojedziemy. Dość wczesna godzina, a było strasznie ciemno, zanosiło się na burzę...
- Dziękuje- powiedziałam, gdy dojechaliśmy i dałam starszemu panu pieniądze.

Moim oczom ukazał się ogromny budynek. Weszłam do środka i udałam się do recepcji.
- Przepraszam- uśmiechnęłam się- Dzień dobry, miałam przyjść na rozmowę w sprawie pracy
- Już chwilka - kobieta w moim wieku zrobiła dziwną minę, jakby nie chciała, żebym tam szła...może o jej posadę chodzi ?!- Jak się pani nazywa ??
- Ines Rodriguez
- A tak, 3 piętro- lekko się uśmiechnęła
- Dziękuję- ruszyłam w stronę windy...WTF?! Zepsuta ?! no nie...porażka...
Gdy już doczłapałam się na 3 piętro, udałam się w kierunki drzwi z napisem " Dyrektor Aaron Alonso"
Zapukałam i po usłyszeniu "proszę" weszłam do środka.
- Dzień dobry- przywitałam się uśmiechnięta
- O to pani ! Dzień dobry ! - był jakiś dziwny...ten jego wzrok... - Proszę usiąść !
- Dziękuję
Po ustaleniu wszystkich szczegółów mojej pracy usiadł obok mnie na sofie i zaczął gadać o jakiś pierdołach...W pewnym momencie jego dłoń powędrowała pod moją spódnicę, on przyciągnął mnie do siebie i zaczął całować
- Co pan robi !!- zaczęłam krzyczeć i próbowałam się wyrwać- Puść mnie !
- Oj przestań ! Mogę dać ci wszystko, czego tylko zapragniesz !
- Nie ! Puść mnie ! Nie rozumiesz !- uderzył mnie w policzek, a ja upadłam na podłogę...moja szansa, żeby uciec.
Najszybciej jak mogłam podniosłam się, chwyciłam swoją torebkę i zaczęłam biec...usłyszałam tylko "idiotka".
Zapłakana wybiegłam przed budynek strasznie lało...Ledwo widziałam, gdzie biegnę...
W pewnym momencie uderzyłam w jakiegoś mężczyznę, który biegł do swojego samochodu...
- Ba...bar..bardzo prze..przepraszam ...- zaczęłam się jąkać, nie wiedziałam co mam w takiej sytuacji powiedzieć...zemdlałam

***
- Kochanie, uspokój się...przecież nie mogłem jej zostawić na ulicy, tak ?!- tłumaczył brunet
- Mogłeś zadzwonić na pogotowie  !
- Lało...miałem z nią czekać na deszczu ?! Nic się nie stanie, jak spędzi tą noc u nas...
- A co jak ona jest jakąś porywaczką, złodziejką czy coś...mamy trójkę dzieci, a ty przyprowadzasz jakąś obcą kobietę...
- Przestań ! Nie wygląda na jakąś psychopatkę ! Wydaje mi się, że potrzebuje pomocy...
- Dobra, zobaczymy jutro...ale, jeśli coś się stanie...- przerwał jej
- Nic się nie stanie...Nie znam jej, ale gwarantuje ci, że jest dobrym człowiekiem - uśmiechnął się i przytulił żonę
- Dobrze wierzę ci- odwzajemniła uścisk

_________________________________________________________________________________


Hej :) jest kolejny :) miał być lepszy niż poprzedni, ale tez wyszedł beznadziejnie. No cóż czekam na wasze opinie.
Zapraszam też na mój nowy blog, gdzie pojawili się już bohaterowie : broken--trust-and-broken-hearts.blogspot.com
Miłego czytania ! :*

wtorek, 6 sierpnia 2013

Rozdział 1

Czasem nie wszystko układa się tak, jak byśmy chcieli.
Chcemy, aby osoba, która jest nam bliska była szczęśliwa. Jesteśmy w stanie zrobić dla niej wszystko, chociażby za jeden uśmiech. Jednak rani nas, gdy ta osoba nie potrafi tego docenić. Nie widzi naszego poświęcenia, naszych starań...

***

Wszystkie nasze rzeczy zostały przewiezione do nowego domu, wszystko gotowe. Czas zacząć nowe życie i spróbować zapomnieć o tym co się wydarzyło.
Staram się jak mogę, żeby tylko pomóc Caro pogodzić się ze śmiercią rodziców. Chcę, żeby była szczęśliwa, żeby w końcu się do mnie uśmiechnęła...ciągle obwinia mnie o ich śmierć, zupełnie nie wiem dlaczego...od tamtej chwili strasznie się zmieniła...jest nie do wytrzymania...

****
 Słońce rozświetlało mój pokój. Byłam zmęczona, jednak nie pozwalało mi na dalszy sen. Spojrzałam na zegarek : 07;30
- No nie ....- jęknęłam, po czym  zwlekłam się z łóżka i udałam się do kuchni. - Cześć!- powiedziałam do stojącej tam Caroliny
- Cześć...
- Ty nie szykujesz się do szkoły ?! - zapytałam dokładnie się jej przyglądając
- Nie i nie zamierzam...
- Niby dlaczego ?! - podniosłam głos
- Bo nie i koniec !
- Pójdziesz ! Nie po to prosiłam dyrektora, żebyś nie chodziła ! Z poprzedniej cię wyrzucili za wagary i zachowanie, co ty sobie w ogóle myślisz !
- Weź się ode mnie odwal dobra ?! Mam cię dość...ciągle się o coś czepiasz ! Nie masz jakiś innych zajęć niż interesowanie się moim życiem ?!
- Przeginasz....
- Nie ! Nie przeginam !
- Dziewczyno ty masz dopiero 15 !
- Odezwała się cudowna córka ! Ty nigdy nie popełniłaś żadnego błędu ?! Zawsze byłaś taka wspaniała ?!- do jej oczu zaczęły napływać łzy.- Tak....w końcu to Ty...ukochana córeczka rodziców...Byłaś dla nich wszystkim ! Mnie olewali !
- Nie ! Nigdy tak nie było ! Zawsze ty byłaś ważniejsza dla nich ! Oczko w ich głowach... Gdyby było tak, jak ty mówisz nie wyjechałabym do Portugalii !
- Ty nic nie wiesz ! Nie wiesz jak było ! Może tobie tak się wydaje...
- Nigdy nie pomyślałabym, że taka jesteś...
- Bo gówno o mnie wiesz ! I będę jeszcze gorsza ! - wyszła głośno trzaskając drzwiami od swego pokoju.

A ja dalej stałam w tej kuchni, jak głupia patrząc na zamknięte drzwi...nie radzę sobie sama z tym wszystkim...wiem, że nie dam rady, ale z drugiej strony nie mogę się poddać....
Jak na pierwszy dzień w nowym miejscu zapowiada się ciekawie " nie ma to, jak kłótnia z samego rana"- pomyślałam. No, ale zawsze może być gorzej ...

***

Jest 1 rozdział...według mnie beznadziejny i krótki, ale postanowiłam coś dodać...przepraszam, że tak długo mnie nie było :) Następny będzie lepszy, obiecuję :D Pozdrawiam ! :)

.

środa, 17 lipca 2013

Prolog

Z dedykacją dla :

Madridista10



Po śmierci naszych rodziców musiałam zaopiekować się siostrą i zrobić wszystko, żeby czuła się jak najlepiej. Chciałam, żeby z czasem zapomniała o tym co się stało. Sprzedałam nasz stary dom w Aragonii i kupiłam mniejszy w Barcelonie. Miałam nadzieję, że wszystko się ułoży. Szukałam nowej pracy dla siebie i miałam znaleźć dobrą szkołę dla Caroliny. Na brak pieniędzy nie mogłyśmy narzekać. Każda z nas mogła mieć to, czego tylko zapragnie. Rodzice mieli ogromną firmę, która świetnie prosperowała.
Przed wypadkiem rodziców mieszkałam w Portugalii, gdzie miałam zacząć studiować. Od tamtego zdarzenia moja siostra bardzo się zmieniła. Zamknęła się w sobie, z nikim nie rozmawia, wręcz ucieka od ludzi. Nie mogę się z nią porozumieć...W takich chwilach powinnyśmy się wspierać, podobno wypadki i różne sytuacje w życiu łączą ludzi,  ale my coraz bardziej oddalamy się od siebie...


_________________________________________________________________________________

Prolog napisałam dziś krótki taki, ale STRASZNIE SIĘ NUDZĘ, więc postanowiłam coś dodać. Pierwszy rozdział pojawi się w niedzielę, albo w poniedziałek
Jej nie mogę tego przeżyć, że nie będę na meczu ;( Ktoś z Was też nie jedzie ?
Życzę miłego czytania ! :*
Jeśli już tu jesteście, to skomentujcie. To bardzo motywuje :)

poniedziałek, 15 lipca 2013

Bohaterowie

1. Ines Rodriguez Sanchez- 20 letnia hiszpanka, po śmierci rodziców przejmuje opiekę nad swoją siostrą







2. Carolina Rodriguez Sanchez- 15 latka, siostra Ines



3. David Villa






4. Cristian Tello




5. Reszta drużyny FcB